Oficjalne stanowisko Fundacji Maraton Warszawski w sprawie sytuacji z udziałem Recho Kosgei podczas 39 PZU Maratonu Warszawskiego.

27-09-2017 16:09

Po ambitnym i wyczerpującym biegu, w którym prowadziła, Kenijka Recho Kosgei opadła z sił na 800 m przed metą. Podjęła dramatyczną walkę o powrót do biegu. Zgodnie z przepisami IAAF pomoc w podniesieniu się oznaczałaby dla niej dyskwalifikację i utratę szansy na nagrodę finansową. Zawodniczka była przytomna, nie było zagrożenia życia. Dlatego, dopóki zawodniczka nie zasygnalizowała, że chce zrezygnować, stojąca obok trasy obsługa biegu monitorowała sytuację. Na miejsce natychmiast został wezwany ambulans.

Zawodniczka skomentowała już sytuację: „Przez cały czas trwania wyścigu czułam się silna. Nie pamiętam, co stało się w tym konkretnym momencie. Kiedy zobaczyłam materiał wideo wiedziałam, że chciałam po prostu wstać i biec dalej. (…) Byłam pewna siebie i wiedziałem, że to będzie mój dzień. Po miesiącach ciężkiej pracy z moimi kolegami z Volare Sports wiedziałam, że mogę to zrobić”.

Jak wcześniej powiedział już manager zawodniczki, Recho ominęła punkty nawadniania na 30, 35 i 40 km. „To była tortura, widziałam mijającą mnie zawodniczkę z Etiopii i wiedziałam, że gra skończona. Ale dziękuję Bogu, że jestem zdrowa. Zostałam zabrana do szpitala, gdzie dobrze się mną zaopiekowano. Następnego dnia mogłam wrócić do domu”.

„W tej sprawie pozostajemy w kontakcie z organizatorami, którzy zajęli się Recho w najlepszy z możliwych sposobów. Natychmiast po zaistniałej sytuacji pojawiły się odpowiednie służby. W myśl międzynarodowych przepisów bezpośrednia pomoc skutkowałaby dyskwalifikacją zawodniczki. Jeden z naszych kolegów ruszył w stronę Recho, by jej pomóc. Niezbędne wsparcie zostało jej udzielone tak szybko, jak było to możliwe” – wyjaśnia manager zawodniczki.

Pełna treść oficjalnego oświadczenia managera Recho Kosgei: https://www.facebook.com/volaresports.running/photos/a.406088396217211.1073741827.406088306217220/833266356832744/?type=3&theater